niedziela, 26 października 2014

coś ode mnie. :)

było ciemno i zimno. ona siedziała zawinięta w koc i wpatrywała się w świecący jasno ekran monitora. łzy powoli skapywały z jej policzków na biurko. siedziała w tej jednej pozycji już od ponad godziny i przyglądała się z nadzieją migającej zielonej lampce przy jego nazwisku. zamknęła oczy. czuła, że dłużej nie wytrzyma. wybuch płaczu zbierał się w niej od jakiegoś czasu niczym nieunikniona eksplozja budzącego się wulkanu. nagle usłyszała cichy dźwięk. łzy zatrzymały swój smutny spływ, spojrzała na ekran. to było od niego. z drżącym sercem zaczęła czytać: 'nie wiem co do mnie czujesz, ale.. jestem idiotą. nie powinienem był tak długo zwlekać, ale nie byłem pewny Twoich uczuć. w sumie nadal nie jestem. jednak mimo wszystko musisz wiedzieć, że od bardzo dawna czekam, żeby Ci to powiedzieć. w zasadzie od czasu gdy Cię bliżej poznałem. Kocham Cię. po prostu chciałem, żebyś o tym wiedziała..'
dopiero po chwili uświadomiła sobie, że po jej policzkach płyną potoki łez. tylko teraz to były inne łzy, lepsze. łzy przepełnione niezmierzonym szczęściem i miłością. z szybko bijącym sercem zaczęła wystukiwać palcami na klawiaturze: 'nie jesteś w stanie sobie wyobrazić, jak długo czekałam na te słowa. nie znałam Twoich uczuć, bałam się odrzucenia, nie byłam w stanie wykonać pierwszego kroku. muszę Ci coś powiedzieć. coś z głębi mojego serca, które galopuje w niesamowitym tępie, jakby chciało pokonać dzielącą nas odległość i złączyć się z Twoim w jedno. Kocham Cię.'
czekała na odpowiedź tak długo, że w końcu zasnęła. obudziły ją pojedyncze promienie słońca. otworzyła oczy.  znajdowała się w swoim łóżku. pewnie tata musiał ją w nocy przenieść z niewygodnego krzesła. przypomniało się jej, dlaczego w ogóle siedziała do późna przy laptopie. bo czekała na jego odpowiedź. w smętnym nastroju zsunęła się z łóżka i zaczęła się przygotowywać do wyjścia do szkoły. pięć minut przed tramwajem wyszła z domu. zamknęła drzwi i usłyszała za sobą śmiech. śmiech, którego właściciela poznałaby zawsze i wszędzie. obróciła się i zobaczyła go opierającego się niedbale o maskę swojego samochodu. w oczach paliły mu się tak charakterystyczne dla niego radosne iskierki.
nie wierząc we własne szczęście pobiegła do niego i rzuciła mu się na szyję. on objął ją najmocniej jak potrafił, a ona napawała się otaczająvym ich cudownym zapachem. zapachem miłości.

środa, 8 października 2014

sweet Italy...

boziu, ile w tym liceum jest pracy... nawet jak nie chodziłam do szkoły, bo byłam chora to i tak musiałam się uczyć... to jest po prostu jakaś porażka.. ale w końcu ogarnęłam małą chwilkę żeby dodać tutaj posta.
jak już nadmieniłam, cały zeszłym tydzień leżałam chora w łóżku. ale na szczęście znalazłam czas na czytanie.
moja kumpela z chóru pożyczyła mi bardzo fajną książkę: "Za wszelką cenę".
główna bohatera, Julia, dziedziczy dom, który zostawia jej po śmierci babcia. jednak nie dość, że babcia podobno nie żyje od 20lat, to jeszcze ten dom znajduje się we Włoszech! Julia jedzie do Rzymu spotkać się ze znajomą babci. autorka cudownie opisuje zabytki i miejsca odwiedzane przez bohaterkę. idealnie wprowadza czytelnika we Włoską atmosferę. w trakcie pobytu w tym pięknym słonecznym kraju, Julia dowiaduje się niezwykłych rzeczy o swojej babci. rzeczy, o których nigdy wcześniej nie miała najmniejszego pojęcia. bardzo przyjemna i lekka książka do poczytania z herbatką w chłodniejszy wieczór. idealna odskocznia od typowych polskich jesiennych dni.
drugą książką, którą udało mi się podczas chorowania przeczytać jest "Tylko się nie zakochaj". kolejna książka utrzymana w cudownym włoskim klimacie.
Alice jest asystentką redaktorki wydawnictwa. uczestniczą właśnie w pewnym projekcie i muszą wydać książkę, autobiografię, znanego aktora Luthera Carsona. Alice zostaje wysłana na Sycylię w zastępstwie za swoją szefową, żeby wydobyć z gwiazdora ważne i nikomu nie znane fakty z jego życia. gdy przyjeżdża na Sycylię spotyka menedżera Luthera, który nie wywiera na niej dobrego wrażenia, zastrzega sobie, że redaktorka nie ma prawa wyciągać z Carsona skrytych faktów i umieszczać ich w autobiografii, ponieważ to może zaszkodzić jego karierze. sam Luther nie jest zbyt zainteresowany pracą i cały czas spędza na imprezowaniu lub lenieniu się z przyjaciółmi. jednak czy Alice, wstydliwej fance wielkiego gwiazdora, uda się wydobyć z Luthera wszystkie interesujące fakty? czy książka okaże się sukcesem, czy może kompletnym fiaskiem? na te pytania znajdziecie odpowiedzi w tej przyjemnej, wartej przeczytania książce. :)
postaram się dodawać więcej postów.. ostatnio zaczęłam pisać tzw. one shooty. nie wiem czy mogą się one podobać czy nie, ale co jakiś czas będę takowe dodawać na bloga. ^^

sobota, 16 sierpnia 2014

The Mortal Instruments

po raz pierwszy z serią "Dary Anioła" zetknęłam się w szkole. w mojej byłej klasie wszystkie dziewczyny to czytały, ale ja jakoś nie miałam potrzeby tego czytać. byłam wtedy zajęta inną książką, która w tamtym momencie musiała mieć dla mnie większe znaczenie.
w lipcu moja przyjaciółka miała urodziny, więc z jeszcze jedną przyjaciółką byłyśmy u Niej na imprezce. zawsze jak spędzamy czas w trójkę mamy głupawkę i śmiejemy się ze wszystkiego. byłyśmy w bibliotece żeby wypożyczyć jakiś film na wieczór i wtedy moja przyjaciółka wzięła Miasto Kości. obejrzałyśmy je dopiero następnego dnia. byłam w tym filmie po prostu zauroczona. wszystkie trzy wczułyśmy się i miałyśmy wrażenie, że przeżywamy to samo co bohaterowie. po zakończeniu filmu jedna z Nich stwierdziła, że nie wytrzyma kolejnych kilku lat na ekranizację następnej części.
w zeszłym tygodniu przeglądałam swojego Facebook'a i znalazłam dziewczynę, która chciała odsprzedać "Miasto Kości". stwierdziłam, że coś w tym musi być i umówiłam się z Nią, że odkupię od Niej tą książkę. to było dwa dni temu. od tamtego czasu każdą wolną chwilkę spędzam na czytaniu. niestety jest to mniej czasu niżbym chciała, bo mam mnóstwo spraw na głowie, ale jednak zawsze coś.
jutro wyjeżdżam z Rodzicami na wczasy, więc mam nadzieję, że w pociągu pogrążę się bez pamięci w lekturze. ^^

sobota, 9 sierpnia 2014

time...

w ferie zimowe, chodząc sobie po Saturnie, znalazłam książkę. zwróciłam na nią uwagę, bo miała fioletową okładkę. fiolet to mój ulubiony kolor, więc nie mogłam jej porzucić nie przeczytawszy najpierw, jak to mam w zwyczaju, 111 strony oraz krótkiego streszczenia. 'Poza czasem'. dowiedziałam się, że życie Michele zmienia się diametralnie i musi się przeprowadzić z LA do NY, do swoich baaardzo bogatych dziadków, którzy wraz z innymi ludźmi o znanych nazwiskach, tworzą nowojorską elitę. tam, Michele odnajduje klucz, dzięki któremu, przenosi się w przeszłość z 2010 do 1910 roku. tam poznaje Phillipa, chłopaka ze swoich snów. połączy ich ponadczasowa miłość, ale co z tego, jeśli dzieli ich cały wiek? jak się można domyślić, z miejsca zakochałam się w tej książce i pobiegłam do kasy są kupić. przeczytałam ją może w dwa dni. na początku powoli się rozkręcała, ale jak mnie wciągnęła, to nie mogłam się od niej oderwać. z miejsca "wpisałam" ją na obecną w mojej głowie, listę ulubionych książek.
drugi raz łyknęłam ją w drodze powrotnej znad morza w pociągu. trzęsło niemiłosiernie, ale nawet to, że rzucało mną na prawo i lewo, nie przeszkadzało mi w czytaniu tej książki. przed wyjazdem, rozmawiałam z moją przyjaciółką o tym, że podobno ma się pojawić druga część. na tę wiadomość zapaliły się iskierki podniecenia w moich oczach i z niecierpliwością czekałam na polskie tłumaczenie.
trzy dni temu byłam w księgarni po książkę, którą miałam odłożoną poprzedniego dnia. zajrzałam jeszcze na chwilę do działu młodzieżowego, żeby zobaczyć czy jest jakaś książka, której bym się mogła oddać i nagle zobaczyłam fioletową okładkę na półce, jednak nie widniał na niej znajomy tytuł, lecz zupełnie inny. 'Władcy czasu'. od razu otworzyłam ją na 111 stronie. zakochałam się po raz drugi. nie miałam jednak przy sobie wystarczającej ilości pieniędzy na kupno obu książek, więc zdecydowałam, że kupię tą wcześniej odłożoną; w końcu długo czekałam na jej polskie tłumaczenie. po powrocie do domu, mama wręczyła mi banknot i powiedziała, że to jest na bilet do kina (tak, to było tego samego dnia co Step Up) i mogę sobie coś jeszcze za to kupić. uściskałam mamę i pojechałam do kina. wszedłszy do centrum handlowego, od razu ruszyłam w kierunku Empiku. znalazłam tam 'Władców czasu'. w tamtym momencie poczułam, że jestem spełnionym człowiekiem.
dzisiaj skończyłam czytać.
książka, oczywiście, przecudowna. przeczytałam ją w jeden dzień, więc trochę mi brakuje ciągu dalszego historii Michele i Phillipa, ale wiem, że pojawi się jeszcze trzecia, niestety, ostatnia już część trylogii.
już się nie mogę doczekać. ^^

czwartek, 7 sierpnia 2014

dance..

jak widzę niewiele się tutaj dzieje. ale mam nadzieję, że za jakiś czas to się zmieni. ;p
w środę byłam w kinie na Step Up: All In. ogólnie to uwielbiam filmy o tańcu. oglądałam StreetDance, ale i tak zawsze bardziej lubiłam Step Up. tak jak w Revolution najbardziej podobał mi się układ z Muzeum Sztuki, tak tutaj nie umiem wybrać tego, który wywarł na mnie największe wrażenie. wiem tyle, że to będzie moja druga w kolejności ulubiona część. zawsze kochałam Moose'a. te jego urocze loczki, brązowe oczy, te miękkie, dobrze wyćwiczone ruchy... po prostu .. mmmm. :3 ale jak zobaczyłam go na ekranie, to muszę przyznać, majtek szukałam gdzieś w piwnicach Galerii.. JAK ON ZMĘŻNIAŁ.. a jego ruchy są jeszcze lepsze! zastanawiałam się, czy w ogóle tak się da, ale wychodzi na to, że jednak tak. *-* także cały seans siedziałam wgapiona w Moose'a.
uff.. teraz na poważnie.
choreografia cudowna. efekty specjalne i to całe 3D dosłownie wgniatały mnie w fotel. to dziwne, bo po filmie obejrzanym w 3D zawsze bolała mnie głowa, a w tym przypadku nie czułam nic oprócz ogromnej chęci do tańca. za każdy razem po obejrzeniu Step Up'a mam tak wielką ochotę tańczyć, że to się w głowie nie mieści. i potem chodzę po mieście, dylam sobie po swojemu, a ludzie gapią się na mnie jak na idiotkę. xd ale nie ma sensu się przejmować; jestem młoda, podobno śliczna więc muszę czerpać z życia jak najwięcej. ^^

niedziela, 3 sierpnia 2014

richrichrichrich

wróciłam z kolonii. trochę mi przykro, że już się skończyła, ale mam takie przeczucie, że będę utrzymywać kontakt z tymi wszystkimi cudownymi ludźmi. poznałam pewną dziewczynę, która równocześnie jest zupełnie inna, ale i mega podobna do mnie. mieszka daleko ode mnie, co jest w sumie cieniem naszej znajomości, ale mam nadzieję, że utrzymam kontakt z tym głupim ciulem. <3
właśnie skończyłam oglądać film na TVN. komedie z Eddiem Murphym są po prostu klasyką tego gatunku. lubię komedie, które nie są bezsensowne jak, np. Straszny Film. jakoś tak nigdy mi nie podszedł, bo nie opowiada o niczym konkretnym.. jest po prostu dziwny. chociaż jak czasem mnie natchnie, to oglądam cokolwiek byle by tylko móc się pośmiać. xd
ehh.. wczoraj, nie dość, że mieliśmy do 1. w nocy dyskotekę, to jeszcze o 5. nas wyciągnęli na podchody... myślałam, że szlak mnie trafi.. ale wreszcie wzięłam prysznic we własnej łazience i z przyjemnością zasnę zaraz we własnym łóżku. ^^

środa, 30 lipca 2014

Alexandria

na kolonii czas mija mi bardzo szybko. najpierw mieliśmy kurs, a od dzisiaj warsztaty. zapisałam się na wokal i będę szlifować swoje wycie. poznałam tutaj wielu cudownych ludzi, których mam nadzieję spotkać w najbliższej przyszłości. <3
właśnie sobie siedzimy i oglądamy 'Asterix i Obelix. Kontra Kleopatra.' co chwila wybuchamy śmiechem. xdd uwielbiam taką luźną atmosferę.
wcześniej mieliśmy ognisko. tańczyliśmy 'belgijkę', a potem graliśmy w ... 'Pływające fortepiany' czy jakoś tak. było świetnie. podzieliliśmy się na trzy drużyny i śpiewaliśmy piosenki, które w tekście miały wyraz, narzucony przez prowadzącego. wyśpiewałam się za wszystkie czasy. ^^